Do przerwy 0:3” odnosi się do słynnego finału Ligi Mistrzów w Stambule w 2005 roku. Wówczas to klub Polaka – FC Liverpool, przegrywał do przerwy 0:3 w meczu z włoskim AC Milanem. W drugiej połowie Anglicy odrobili trzybramkową stratę i po rzutach karnych, w których znakomicie spisał się Jerzy Dudek wygrali całe rozgrywki.  Wydarzeniu temu bramkarz  poświęcił sporo miejsca w swej książce. Opowiada jak przygotowywał się do karnych, jakie zastosował psychologiczne sztuczki. Jednakże sam finał ligi mistrzów to tylko ułamek jego książki. Tak naprawdę opisuje ona całe życie wybitnego sportowca, począwszy od najmłodszych lat. Autor pisze o tym, że urodził się w Rybniku i wychował na górniczym blokowisku. Był typowym żywym chłopcem, piłką nożną zaczął interesować się w drugiej klasie podstawówki, w młodych latach trenował też siatkówkę, koszykówkę i gimnastykę. Pisze o niełatwym starcie, o tym jak własnoręcznie robił sobie pierwsze rękawice bramkarskie, jak grał w za małym stroju pierwszej drużyny, bo było to wielkim honorem i wyróżnieniem. Otwarcie przyznaje, że nigdy nie był w szkole prymusem i wolał skoncentrować się na sporcie. Gdy skończył ósma klasę podstawówki, wybrał pobliską szkołę zawodową aby mieć więcej czasu na treningi w miejscowym górniku Knurów. Co ciekawe jego kariera wcale nie potoczyła się tak szybko jakby mogło się niektórym wydawać – w Knurowie występował aż do 23 roku życia. Najlepszy polski bramkarz pisze otwarcie, iż  nie jest był wielkim talentem, a sukces odniósł  dzięki ciężkiej pracy. Jeszcze dwa lata przed wyjazdem za granicę był bowiem bramkarzem w wspomnianym już, występującym w III lidze Knurowie ! Miał wówczas etat w kopalni, ale ze wstydem przyznaje, że nie musiał pracować  gdyż kopalnia była sponsorem klubu. W zamian za to trenował ale również kosił na boisku trawę, zbierał kamienie i wykonywał różne prace porządkowe. Nie był z tego dumny, bo zdawał sobię sprawę, że górnicy musieli się dużo bardziej napracować, a często zarabiali mniej. Jego kariera nabrała rozpędu kiedy to w sezonie 1995/1996 przeszedł do pierwszoligowego Sokoła Tychy, a następnie po zaledwie jednej rundzie do holenderskiego Feyenroodu Rotterdam gdzie stosunkowo szybko stał się pierwszym bramkarzem, dalszą jego karierę znamy już z ekranów telewizji i gazet. Pomimo takiego sukcesu Jerzy Dudek wciąż pozostał zwykłym chłopakiem i nie czuje się gwiazdą o czym pisze w zakończeniu swej książki:

„Ciągle jestem chłopakiem ze Szczygłowic, a nie żadną gwiazdą Liverpoolu. Każdego człowieka traktuję jak partnera. Nieważne, czy zamiata ulice, czy wykłada na uniwersytecie. Staram się cały czas mieć dystans do tego, co osiągnąłem. Nie zostałem niewolnikiem luksusu. Oczywiście czuję się komfortowo, kiedy stać mnie na wiele rzeczy. Ale gdybym znów musiał mieszkać w bloku, jak przez 22 lata, na pewno świat by się dla mnie z tego powodu nie zawalił. Tak jak nie miałem najmniejszego problemu, gdy podczas wakacji w Polsce przesiadałem się z luksusowego samochodu na matiza moich rodziców. Najważniejsze, że dojechałem nim, gdzie chciałem. O wszystko w życiu musiałem walczyć, do wszystkiego dojść ciężką pracą. Może dlatego jestem silny psychicznie, potrafię się podnieść po porażkach. Najważniejsze, by się nie poddawać. Zamiast się załamywać, z zaciśniętymi zębami pracować dalej. Dalej ciągnąć ten wózek, do upadłego. Jakkolwiek ciężko by było. Bo szczęście musi wrócić. I tylko od nas zależy jak szybko. A za dziesięć lat może będziemy śmiali się z dawnych problemów, wspominając tylko sukcesy? W trudnych chwilach zawsze oglądałem się za siebie. Zastanawiałem się — gdzie bym był, co robił, gdybym nie został piłkarzem? I szybko znajdowałem pociechę, uświadamiając sobie, że jest tyle gorszych rzeczy na świecie niż mój jeden nieszczęśliwy mecz… Po prostu jestem, jaki jestem.”

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *